Opowieści o bohaterach co wszystko robią na opak, czyli historie z sesji rpg.

Słowem wyjaśnienia nadmienię, że gramy w drugą edycję Warhammera, choć mam wrażenie, że zawdzięczając to w dużej mierze naszemu rpg-owemu wychowaniu, wierni jesteśmy ciężkiej, ciemnej i na wskroś przygnębiającej wizji świata z pierwszej edycji. Brak u nas hipogryfów i pegazów, za to bohaterowie, czy też raczej nieszczęśnicy którym przyszło żyć w tych trudnych czasach, muszą się mierzyć z nieprzychylnymi i przerastającymi ich często siłami. Pchani do przodu wypadkową heroizmu, nadziei, naiwnej głupoty i wreszcie chęcią własnych korzyści przemierzają Stary Świat stając się obserwatorami jego powolnego upadku.

Nasza drużyna poza MG składa się z trójki, czasem czwórki graczy. Wspólny romans z młotkowym światem zaczął się stosunkowo niedawno, kiedy po tegorocznym Pyrkonie, wróciliśmy z MG do domu i raz jeszcze zapragnęliśmy unurzać się w świecie nękanym przez siły Chaosu. Przeprowadzki do innych miast, choć powodowane życiowymi wyborami mają to do siebie, że potrafią rozdzielić graczy z dawną ekipą, a nasza została kilka lat wcześniej 70 km za nami. Nie znaliśmy we Wrocławiu zbyt wielu osób grających w gry fabularne, puściliśmy więc wici w internetowy świat i tak się zaczęło. Od spotkania do sesji, od sesji do kampanii. Ponieważ nasz MG nie tworzy nam liniowych scenariuszy, świat Warhammera jest dla nas sandbox`em, kampania niemal samoistnie rozwinęła się od pierwszych, zapoznawczych jeszcze sesji i przygody, która w zamyśle miała być tzw. wątkiem pobocznym. Na blogu nosi ona nazwę „Podróże zielarki Tamsin”, ponieważ w pierwotnym zamyśle opisy kolejnych sesji miały tworzyć historię życia mojej postaci i być niejako jej rozwinięciem. Pomysł, jak to często z nimi bywa, z czasem ewoluował i do zapisków włączyli się też pozostali gracze.

Reklamy