Ludzie nie potrafią poruszać się po lesie. Albo inaczej, potrafią się poruszać i to całkiem żwawo, ale tyle w nich gracji co u trolla gramolącego się z bagna. Huron nie mógł nadziwić się jak tak niezgrabne istoty mogły tworzyć całkiem szykowne ubrania lub parać się ciesielstwem czy metalurgią. Patrząc na ich zabawne próby dotrzymywania mu kroku cały czas myślał o dzieciach strojących się w szaty dorosłych. Nie to żeby ich nie lubił, co to to nie, po prostu wydawali mu się nieporadni i jacyś tacy grubo ciosani. Oczywiście pozostawała jeszcze kwestia krasnoludów… O nich jednak Huron wolał w ogóle nie myśleć. Tak było po prostu lepiej. Dla niego i dla nich.
Prowadził dalijskie poselstwo starą, elfią ścieżką od kilkunastu dni i lada moment mieli opuścić gościnny półmrok Leśnego Królestwa. Zwiadowca tak dawno nie wędrował po szerokiej Ardzie rozciągającej się poza Wielkim Zielonym Lasem, że z zaskoczeniem odkrył czające się na dnie serca lęka wymieszany po równo z ekscytacją. ,,Dobrze ci to zrobi, przewietrzysz się Krogulcu” śmiał się we wspomnieniach jego druh. Nie chciał mu tego przyznać, ale im bliżej znajdowali się Zachodnich Wrót tym bardziej byłby w stanie zgodzić się z jego słowami. Tutaj jest jego dom, i nic tego nie zmieni, ale myśl o zobaczeniu Wielkiej Rzeki, Gór Mglistych sprawiała, że krew zaczynała mu szybciej krążyć w żyłach. ,,I to wszystko pod srebrnym światłem gwiazd i miesiąca” dodawał w myślach głos jego przyjaciela. ,,Jesteś szczęściarzem Huronie. Przywieziesz do Altany nowe pieśni. Król będzie zachwycony i może wynagrodzi cię którymś ze swoich magicznych pierścieni?”. Elf potrząsnął głową przeganiając rozpraszające uwagę myśli. Póki co byli wciąż w lesie. Pomimo tego, że Cień cofnął się już cztery wiosny temu to głębokie mateczniki i parowy nadal skrywały w swych czarnych sercach straszliwe sekrety. To jemu powierzono bezpieczeństwo ludzkich emisariuszy i zamierzał wywiązać się z tego zadania bez żadnych uchybień. Poprawił uchwyt na długim, jesionowym drzewcu i przyspieszył kroku.
Mijali właśnie rozległe trzęsawiska, syte i rozległe po wiosennych roztopach. Ścieżka biegła między kępami zdradliwych traw i co chwila ginęła między olchowymi zagajnikami. Huron wiedział, że nie można opuścić niewidzialnej granicy traktu ani o stopę. Droga była chroniona magią samego Thranduila, ale poza nią swoje niepodzielne rządy sprawowała Puszcza. Chrup, chrup, chrup. Jego czujne uszy złowiły fałszywy dźwięk. Obrócił się na pięcie i już pociągnął mocno za chabrowy rękaw tuniki.
Nie wolno wam opuszczać ścieżki, nawet o krok! – zganił jasnowłosą dziewczynę.
Wybacz Panie. Zdawało mi się, że coś tam w dali błyszczy… – odpowiedziała bez cienia skruch w głosie i wpiła w niego swe stalowoszare spojrzenie.
To czary. Ten las jest zaklęty. – rzucił zdawkowo nie chcąc wdawać się w dyskusję.
Nie wiedziałam czy to prawda.
Zatem już wiesz. Nie śpiewają o tym w waszych pieśniach?
-Jeśli tak to nigdy takowej nie słyszałam. A słyszałam całe mnóstwo. Na najbliższym popasie będziesz mi je musiał zaśpiewać Panie. – odparła wyniosłym tonem, gładząc jednocześnie niewidzialne fałdy na tunice.
Ludzie nie potrafią poruszać się po lesie. Huron był tego więcej niż pewien. Potrafili jednak masę innych rzeczy, o które nigdy wcześniej by ich nie posądzał. Powietrze pachniało zupełnie inaczej pod gołym niebem. Świat zdawał się zupełnie inny. Obcy, ale jednocześnie intrygujący. ,,Podobnie jak ludzie” pomyślał Huron wpatrując się w gwiazdy. Nieliczne chmury sunęły po niebie gnane silnym, zachodnim wiatrem. Zza pleców dochodziły go dźwięki poselskiego obozowiska. Śmiechy, pieśni i głośne rozmowy. Popatrzył jeszcze raz w niebo i zawrócił. Obiecał zaśpiewać tej dziewczynie kolejne pieśni. Z tego zadania również zamierzał wywiązać się bez żadnych uchybień. Prawdę powiedziawszy, robił to całkiem chętnie. Księżyc i gwiazdy opromieniły srebrzystym światłem polanę, na której siedzący z boku elf cicho nucił jedną z niezliczonych pieśni swojego plemienia, a płowowłosa dziewczyna wsłuchiwała się skupiona w jego głos. Okoliczne brzozy nachyliły się bliżej chcąc również posłuchać pięknej mowy elfów, podobnie jak myszkujący w zaroślach lis i para łasic wracająca z polowania. Huron nie zdawał sobie z tego sprawy, zaprzątnięty melodią i własnymi myślami wracającymi wciąż ku pewnej leśnej polanie. Nawet tu, w świetle tysięcy gwiazd i księżyca pewne wspomnienia tkwiły w jego sercu jak zadra. Pojawiły się jednak nowe myśli, jeszcze nieśmiałe, niby pierwsze przebiśniegi. Była wiosna, czas przebiśniegów i odradzającego się życia. Huron śpiewał dalej nie wiedząc jeszcze jak wiele w jego życiu zmieni właśnie ta wiosna.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s