Materiały pokonferencyjne z odczytu profesora Jakoba Weisskopfa, kierownika katedry ludoznawstwa i folkloru na wydziale etnografii uniwersytetu w Nuln

[konwencjonalne powitanie i podziękowania zostały pominięte, pełen stenogram wykładu znajduje się w archiwach uniwersyteckich, nr syg. WZ/1066]

Postać Heinza Leśnika, zwanego także Heinim z Lasu lub Zielonym Henrykiem, jest niezwykle popularna wśród pospólstwa mieszkającego po obu stronach Gór Szarych. Zarówno imperialni, jak i bretońscy chłopi, uważają że to właśnie z ich stron miał wywodzić się ów bohater ludowej wyobraźni. Oczywiście w bretońskich podaniach nosi on zazwyczaj swojskie imię Henri. Bretońskie akcenty w legendzie Heinza Leśnika nie są jednak tematem naszej prelekcji, pozwolę więc sobie jedynie na zarysowanie tegoż zagadnienia. Co ciekawe, oprócz mieszkańców reiklandzkiego pogórza, gdzie  też rozgrywa się większość z popularnych opowieści o Heinzie Leśniku,  to mieszkańcy Talabeklandu przodują w snuciu historii na temat tej na poły historycznej postaci. Dziwić może geograficzny aspekt tegoż zjawiska. Odległość jaka dzieli te dwa regiony zdawałaby się barierą nie do przebycia dla tego typu kodów kulturowych. Tymczasem przedstawiciele obu tych prowincji przekazują sobie podania niezwykle podobne w treści. Natomiast w innych subregionach Imperium legendy te zostały w znacznym stopniu zmodyfikowane i dostosowane do lokalnych warunków i potrzeb. To właśnie korelacja między reiklandzkimi i talabeklandzkimi podaniami skłoniła mnie do poszukiwań historycznego pierwowzoru Heinza Leśnika nieco dalej na wschód niż czynili to wcześniej inni etnolodzy. Badając folklor ludności zamieszkującej ocalałe obszary Niegdyś Wielkiego Lasu natrafiłem na trop, który pozwolił mi spojrzeć z innej perspektywy na osobę stanowiącą inspirację dla rozlicznych legend ludowych.  Stanowi on również punkt wyjścia dla moich dzisiejszych rozważań na temat prawdziwej tożsamości Heinza Leśnika, czy też jak dowodzą moje badania, Heinza Keilera.

Większość z Państwa zapewne zna jakąś wersję historii opowiadającą o tym jak Heini z Lasu porzucił swój stary żywot i ruszył w jedną ze swoich licznych podróży. Pozwolę sobie tutaj przytoczyć najbardziej popularną z opowieści przedstawiających początek przygód Heinza Leśnika, a następnie skonfrontuje zawarte w niej wątki ze stanem moich badań.

O Heinzu Leśniku i podłym szlachcicu

Żył raz sobie nieopodal Teupiz drwal. Drwal jak drwal, ani biedny, ani bogaty. Niezbyt mądry, ale też i niegłupi. Dobry i szczery był z niego chłop i z tego też w okolicy słynął. Drwal ów miał aż sześciu synów. Cieszył się z takiego urodzaju i każdego  z młodzików do swego fachu przyuczał. Najbardziej pojętny z całej szóstki był najmłodszy z braci – Heinz. On to pierwszy nauczył się rozpoznawać wszystkie drzewa w lesie. Wiedział w mig, które z nich choroba toczy, a które zdrowo rośnie. Znał ptasie trele i umiał wyczytać z nich tajemnice lasu innym nieznane. Rósł też Heinz jak topola wysoki, a jak dąb twardy i szeroki. Żaden z braci nie mógł z nim iść w konkury, czy to w karczowaniu, czy to w obróbce drewna. Nie byli wszak o niego zazdrośni, gdyż ojciec nauczył ich, że to niezgoda i zawiść są źródłem wszelkiej niedoli. Trzymali się tedy bracia razem i wspomagali ojca jak tylko mogli. Gdy zaś ojca zabrakło to Heinz, mimo że liczył ledwie tuzin wiosen, został głową rodu.

Heinz i jego bracia ciężko pracowali i pracą tą majątek rodzinny pomnażali. Dbali przy tym, aby zawsze uczciwym zajęciem się tylko parać i nigdy praw ludzkich czy boskich nie podeptać. Wiodło im się dobrze i niebawem każdy z braci wybudował sobie swoją chatę i własną rodzinę założył. Heinz zaś na starszego osady wybranym został. Sława młodego drwala po świecie się rozeszła i wraz z odwilżą przybył doń posłaniec wieści ciekawe niosący.

-Wielmożny Pan Kunon von Schaffgotsch osadników leśnych szuka. – rzecze herold. -Ty zaś w całym księstwie słyniesz jako drwal zawołany i chłop tęgi, a odważny. Posłuch u ziomków masz i pracy się nie boisz. Najmij się tedy na służbę do szlachetnego Pana Schaffgotscha, a pierwszym będziesz pośród ludzi jego. Nie przysiółkiem ledwie, a kluczem całym wsi zawiadować będziesz!  

Heinz pogładził się po bujnej brodzie i nic zrazu nie rzekł tylko obrócił się na pięcie i poszedł w las podumać. Dzień cały i pół nocy tam siedział słuchając jeno szumu drzew i ptasich śpiewów. Wrócił o świcie i nie mówiąc nic spakował swój dobytek i obudził posłańca.

-Prowadź! – zażądał. Wszyscy zaś kamraci heinzowi prędko do drogi jęli się szykować bo wiedzieli, że z młodym drwalem krzywda ich nie spotka. Tak tedy Heinz z kompanią wyruszył na służbę u Pana Kunona von Schaffgotsch.

Pięć zim mozolił się Heinz z druhami przy wycince puszczy prastarej. Na surowym korzeniu wioski zakładał, które do dziś dzień stoją i swym dostatkiem o mądrości zasadźcy swego zaświadczają. Powstały tedy Roztoki Małe i Duże, Wyręby i Dębowe Wzgórze, co to je później Na Dębowe Wzgórza przechrzcili. Największą jednak i najdostatniejszą wioską była Heinzowa Poręba, w której to na stałe osiadł młody rębacz. Własnymi rękami wzniósł domostwo, które z dworkami szlacheckimi mogło iść w konkury. Dzierżawił też tartak, w którym dniem i nocą obrabiano pnie ogromne. Niebawem też znalazł sobie Heinz żonkę młodą. Lotha była jedyną córką młynarza z Dębowego Wzgórza i wszyscy uważali ją za najgładszą dziewkę w dobrach Pana Schaffgotscha. Żył tedy Heinz szczęśliwie i dostatnio, a jego dom wypełniały piękny śpiew żony i radosny śmiech dziatwy. I choć Taal i Shalyia nie skąpili drwalowi swych łask, to Ranald kapryśny już obracał koło fortuny w zgoła inną stronę.

Stary i dobry Pan Schaffgotsch obumarł jednak, a jego następcą został syn siostry jego, wyrodny i złośliwy nad miarę. Bogowie poskąpili mu urody i rozumu tedy z zazdrością patrzył na tych, którym bardziej się szczęściło w tym względzie. Zagiął człek ów zawistny parol na Heinzową rodzinę. Wielce udała mu się Lotha i tylko czekał sposobności, aby ją pochwycić i do swej warowni powieźć. Nasłał tedy zbirów zbrojnych na Heinza, kiedy ten w lesie wycinki doglądał. Rabusie nocą podeszli obozowisko leśnika. Jakież było zdziwienie młodego panka, gdy o świcie znalazł u wezgłowia swego łoża nanizane na dratwę uszy swych rękodajnych. Poznał wówczas magnat, że nie z byle ułomkiem ma do czynienia i spróbował podstępu. Zdybał drwala w karczmie i udając łaskawego wielmoża zaprosił poddanego do swego stołu. Uraczył go trunkami i jadłem sowicie. Nie z dobrego serca to jednak robił, ale z wyrachowania i podłości. Zamierzał bowiem spić Heinza do nieprzytomności i z majątku go obłupić, albo i życia pozbawić. Jakież tedy było jego zdziwienie, gdy drwal osuszał jeden kielich za drugim, a karczmarz tylko donosił kolejne dzbany wina. Cała służba młodego Schaffgotscha spiła się do nieprzytomności, a i magnat ledwo trzymał się na nogach. Heinz jednak nie przestawał i pił dopóty, dopóki nie osuszył ostatniej beczki w zajeździe. Wstał tedy z ukontentowaniem od stołu i raźnym krokiem ruszył do domu. Szlachcic zaś został z niczym, jeśli nie liczyć tęgiego kaca i długów, które musiał potem spłacać kolejnymi zastawami.

Przebrała się miarka, magnat zapałał taką nienawiścią do zmyślnego drwala, że poprzysiągł, iż nie spocznie póki ów prostak, który tak mu zalał sadła za skórę nie pożałuje dnia w którym się urodził. Obmyślił podstęp niegodny jak Heinza pozbawić wszystkiego co było mu drogie. Postanowił dom mu odebrać i majątek cały. Liczył bowiem, że sprowokuje to leśnika do pochopnych czynów i zemsty. Wiedział też, że droga to prosta na stryczek, którego to w swej zawiści życzył drwalowi jak najgoręcej. Wiedział jednak chytry panek, że Heinz w prawie jest i swego ruszyć nie da. Posłał tedy kolaskę, całą złotem i kosztownościami wypełnioną, do sędziego ziemskiego, aby ten wyrok po jego myśli wydał i stosowne regestry i umowy popalił. Drwal jednak nie od parady słynął ze słuchu bystrego i znajomości mowy ptasiej. Posłyszał od wróbelków przyjaznych jakie to nieszczęście wróg mu szykuje i rychło wykoncypował jak szyki mu pomieszać. Zaczaił się podle mostu co nad jarem głębokim przebiegał. Czatował tam czas jakiś, aż nie posłyszał odgłosów kolaski grosiwem wypełnionej. Zaczekał aż koła zaturkotały na deskach mostu i z całej siły się zaparłszy podpory obalił. Wózek wraz ze sługami pańskimi runął w dół parowu z głośnym trzaskiem. Nikt nie ocalał z tej katastrofy, ale skrzynia dobrze okuta uszczerbku nie zaznała. Zabrał tedy leśnik kufer i jego zawartość pośród ziomków swych rozdał, aby nikt więcej biedy nie zaznał. Wiedział jednak, że czas mu uchodzić z dóbr schaffgotschowych. Magnat bowiem w gniewie swym popędliwy mógł nie zważać na życie żony i dziatek Heinzowych. Ciemną nocą tedy, wraz z rodziną, wymknął się z Heinzowej Poręby i ruszył do swych braci w rodzinne strony. Ukrył tam też rodzinę, suto ich uposażając aby na niczym im nie zbywało. Sam jednak nie osiadł na stałe w braterskim domostwie. Nie chcąc ściągnąć na swych bliskich gniewu szlacheckiego udał się na poniewierkę. Wędrował tedy Heinz zwany Leśnikiem wzdłuż i wszerz całego Imperium niosąc pomoc uciskanym i biednym, a bogatym ciemiężcom raz z razem nosa ucierając. Zimową porą tylko, gdy śnieg kopny zasypywał trakty i dukty leśne, przemykał się drwal do żony i dzieci swoich, aby ich towarzystwem serce swe radować. Tak oto kończy się opowieść o Heinzie Leśniku i podłym szlachcicu, który na cudze się połasił i z kwitkiem odszedł.

Przy okazji tej historii warto zwrócić uwagę na kilka charakterystycznych aspektów opowieści o Heinzie Leśniku. W każdym podaniu podkreślane jest jego pochodzenie z gminu, co ma zapewne pomóc słuchaczom utożsamić się z bohaterem. Również antagonista przedstawiony jest w sposób typowy dla epiki ludowej. Zły i bogaty szlachcic utożsamia bowiem wszystkie lęki i zagrożenia jakie czyhają na pracowitego włościanina. Niektórzy literaturoznawcy zwracają również uwagę na dydaktyczny walor takiej kreacji czarnego charakteru. Zabieg ów ma stanowić swoistą zaporę dla awansu społecznego jaki może osiągnąć przedstawiciel pospólstwa w naszych czasach. Wszyscy bowiem członkowie wyższych klas społecznych są ukazani jako źli i głupi, a na koniec zawsze spotyka ich zasłużona kara. Ma to być ostrzeżeniem dla nazbyt ambitnych jednostek przed porzuceniem własnego, chłopsko-robotniczego dziedzictwa.

Opowieść ta ma jednak inną,  być może większą jeszcze, zaletę. Wskazano tutaj dość wyraźnie okolicę z jakiej mógł pochodzić pierwowzór Zielonego Henryka. Miasteczko Teupitz stanowiło punkt wyjścia dla moich poszukiwań. Na trop jednak trafiłem w nieco innym miejscu. Alte Hagenbchen, dzisiejsza dzielnica Talabheim, była niegdyś odrębną osadą skupiającą lokalnych drwali. W rejestrach kościelnych sprzed blisko czterystu lat natrafiłem na rodzinę Hermana Keilera. Wśród licznej gromady dzieci został wymieniony Heinz właśnie. Nie stanowi to oczywiście poważnej przesłanki, jeśli jednak prześledzimy nieco dłużej żywot Heinza Keilera to podobieństwa do licznych opowieści o Heinzie Leśniku same rzucają się w oczy. Oto bowiem piętnaście lat po wzmiance dotyczącej potomstwa Hermana odnotowano iż niejaki Heinz Keiler, syn Hermana został starszym osady Alte Hagenbuchen. Tutaj też trop wiodący do Heinza Keilera się urywa.

Natrafiamy na niego jednak przy okazji lektury dokumentów sądu ziemskiego w Kutzleben. Tam też odnalazłem umowę zawartą między wielmożnym panem Odonem de Witram i dobrym człowiekiem Heinzem K. Heinz K. zobowiązuje się w niej do zorganizowania przynajmniej czterech tuzinów osadników, a następnie zasadzenia przy ich pomocy dwóch wsi na surowym korzeniu w górnym biegu rzeki  Kolpin. Niecały rok później, w osadzie Neue Hagenbuchen, zostaje założona parafia pod wezwaniem Sigmara Przyjaciela Rzemieślników. Poświadczają nam to dokumenty fundacyjne opatrzone pieczęcią pana de Witram. Miejscowy proboszcz bardzo skrupulatnie prowadził księgi parafialne. Stanowią one dla nas niezwykle bogate źródło informacji. Osoba Heinza, gajowego w dobrach pana de Witram, wymieniana jest w nich kilkunastokrotnie w przeciągu zaledwie siedmiu lat. Na szczególną uwagę zasługują cztery wpisy. Rok po powstaniu parafii gajowy Heinz wchodzi w związek małżeński z niejaką Idą. Brak o niej jednak jakichkolwiek informacji. Dwa lata później Ida i Heinz powierzają opiece bogów swoją nowonarodzoną córkę o imieniu Lotha. Niecały rok później odnotowano na terenie parafii kilkadziesiąt przypadków śmierci. Wśród zmarłych oddanych w pieczę Morra znajdują się Ida i Lotha. Przy ich imionach znajdujemy dopisek – Bór dał, bór wziął. Nie udało się jednak odnaleźć przyczyny tylu zgonów. Ostatnim z wpisów poświęconych Heinzowi jest notatka o złożeniu ofiary na poczet szczęśliwego przebiegu procesu. Więcej wzmianek o Heinzie brak w lokalnych kronikach. W tym samym jednak roku, w którym skreślono wpis o wotywnym charakterze odbył się proces przed sądem ziemskim w Kutzleben. Skarżącym był pan de Witram, a przedmiotem sporu arenda tartaku i skrócenie przywilejów sołeckich. Brak jednak adnotacji co do osoby pozwanego. Wszystkie te zapiski zdają się korespondować z treścią legendy i pozwalają upatrywać literackiego pierwowzoru Heinza Leśnika w osobie Heinza Keilera z osady Alte Hagenbuchen.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s